Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 268 195 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

Ronnie Earl - część 42

czwartek, 29 września 2011 14:48

” Living In The Light ” - Ronnie Earl and The Broadcasters

Przyznaję, trochę zaniedbałem pisanie bloga ale możecie mi wierzyć, że słuchania płyt nie
zaniedbuję. Ponieważ już po wakacjach, to i dystrybutorzy płyt „obudzili się” z
letargu. Ukazało się trochę nowości, dotarło kilka „staroci” kupionych na Ebay.
Porządki na półce (wymuszone „małym” remontem) spowodowały, że „odkryłem” kilka płyt, o których
zapomniałem, że mam. Stosik płyt czekających na odsłuch nie zmalał. Mam nowy
pomysł na pisanie ale zanim o nim opowiem, postaram się dokończyć to co dawno
zaczęte. Mówię tu o płytach Ronnie Earla. Na mojej półce zostały dwie ostatnie
- jak do tej pory - płyty tego gitarzysty. Moja przygoda z jego muzyką zaczęła
się kilka lat temu. Zebrałem wszystkie płyty autorskie i kilkadziesiąt, w
których nagraniu był gościem. Podam link do pierwszego wpisu, żeby było łatwiej
znaleźć.

http://bluejazz.bloog.pl/id,328258078,title,Ronnie-Earl-czesc-1-poczatki,index.html

Jak już wspominałem w poprzednich wpisach, Ronnie od kilkunastu lat jest ”wolny” od
narkotyków i leków antydepresyjnych. Prawdopodobnie jego stan zdrowia nie
pozwala mu wyruszyć w dłuższą trasę np. do Europy i pewnie niestety go tutaj
nie zobaczymy.

Na szczęście nagrywa nowe płyty. Jedną z nich jest :

==============================



==============================

Living in the Light

Ronnie Earl and The Broadcasters

2.07.2009 r. Stony Plane

   1. Love Love Love   //  Earl, D.Keller

   2. S.O.S.       // Earl

   3. Take a Little Walk with Me   // R.Lockwood

   4. River Charles Blues   // Earl

   5. What Can I Do for You   // Dylan

   6. Recovery Blues           // Earl

   7. Blues for Fathead   // Earl

   8. Child of a Survivor   // D.Blanchard, Earl

   9. Blues for the South Side   // Earl

 10. Ain't Nobody's Business   // P.Grainer, E.Robbins

 11. Donna Lee       // D.Blanchard, Earl

 12. Pastorale        // Earl

 

Ronnie   Earl – guitar

Dave Limina – Hammond B3, piano

Jim Mouradian – bass

Lorne Entress – drums

special guests:

Kim  Wilson – harp, vocals  on 3, 8 i 11

Dave Keller – vocals  on 1 i 5

David Maxwell – piano on  3 i 8

Rod Carey – bass on 8 

Jason James – second guitar on 4

Choir  on 5

 

Osobiście wolę płyty Earla bez wokalu. Jest on tak dobrym
gitarzystą, że wszystko ( jak dla mnie ) może opowiedzieć sam. Na tej płycie
mamy kilka utworów z wokalistami. Jednym z nich jest otwierający płytę „ Love,
Love, Love”. Rozpoczyna się dość dynamicznie ale w środku mamy piękne solo
gitary. Posłuchajcie sami wersji live tego utworu zwłaszcza jego środkowej
części :

 http://www.youtube.com/watch?v=H6vn31rC37I

Kolejny, już instrumentalny numer to klasyczny blues.
Poniżej link do wersji live, dużo dłuższej niż na płycie. Posłuchajcie tego
niezwykłego gitarzysty:

http://www.youtube.com/watch?v=pIHgprwCbIg

i ciąg dalszy :

http://www.youtube.com/watch?v=W0tJWd3KsYs&feature=related

Jeżeli o mnie chodzi, to wystarczyłoby  za całą płytę.

Kolejny utwór to kompozycja Lockwooda, akustyczny blues
zaśpiewany przez Kima Wilsona. Wszystko stylowo i przyjemnie dla ucha. „River
Charles Blues” to typowy dla Earla blues z fajnymi solówkami gitary,
uzupełnianymi przez Liminę na Hammondzie.

Numer 5 to kolejne zaskoczenie na płycie. To kompozycja
Dylana zagrana w stylistyce gospel, co podkreśla udział chóru. Mnie się nie
podoba ale to o niczym nie świadczy.

Kolejne dwa utwory  to instrumentalne kompozycje Ronniego w
wykonaniu zespołu bez udziału gości. Tak najbardziej lubię, można swobodnie
podążać za dźwiękami gitary unosząc się na 
wibrujących falach z głośnika Leslie.

Posłuchajcie wersji koncertowej z 2008 roku:

http://www.youtube.com/watch?v=GMXjDfm91x0

Numer 8 jest „popsuty” przez bardzo słaby wokal Kima
Wilsona ( to dziwne, bo przecież można było to poprawić, zwłaszcza, że na
harmonijce brzmi świetnie). Na szczęście Wilson rehabilituje się w „ Donna Lee”
– akustyczny  duet gitary i harmonijki przeplatanej wokalem.

Płytę zamyka kompozycja Earla. To fantastyczny pokaz
techniki autora, która nie służy popisom tylko wyrażeniu własnych uczuć i
emocji. Piękny, wręcz cudowny w swojej prostocie. Zasłuchany, zostawiam was z
tymi dźwiękami.

Poniżej wersja live z 2011 roku.

http://www.youtube.com/watch?v=YiLQYu_RFW0

Warto zadać sobie trochę trudu i poszukać tej płyty,

a jej różnorodność stylistyczna usatysfakcjonuje nie tylko fanów bluesa.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Charles Lloyd - " Athens Concert "

poniedziałek, 26 września 2011 14:31

==============================================================

”Płyta, która chwyta” – nr 2

Jakiś czas temu zapoczątkowałem cykl wpisów pod wspólną nazwą: Płyta, która chwyta.

W pierwszym z nich wyjaśniam genezę pomysłu i tłumaczę się z „zapożyczenia”
nazwy. Nie będę tego powtarzał, zapraszam tutaj :

http://bluejazz.bloog.pl/id,330117287,title,Pawel-Kaczmarczyk-Audiofeeling-Band,index.html

Od tamtej pory, kupiłem i słuchałem wiele płyt. Wiele z nich ”wpadło” do
odtwarzacza na więcej niż jeden raz ale nie były to nowości i nie chciałem ich
dodawać do tego cyklu. Tutaj będę się starał pisać o płytach, które usłyszałem
pierwszy raz i nie mogłem się od nich ”odczepić”. 

Taką płytą stał się koncertowy album Charlesa Lloyda, wydany przez ECM w 2011 roku.

Na początek kilka informacji o liderze.

================================

==========================================

Charles Lloyd urodził się 15 marca 1938 roku w Memphis. Naukę gry na saksofonie rozpoczął

w wieku 9 lat. Grał w orkiestrze szkolnej. Dyplom uzyskał na uniwersytecie w Kaliforni.

W 1964 roku grał w zespole Adderleya. Potem zakłada własny kwartet z gitarzysta Gaborem

Szabo. W 1966 roku Gabora zastepuje Keith Jarrett. Po zakończeniu działalności grupy,
Charles zawiesił solową działalność muzyczną oddając się studiowaniu filozofii
i medytacji. W tym okresie grał w różnych składach ( min. z zespołem The Beach
Boys ).  Dopiero w 1980 roku powraca na scenę zaproszony przez Michaela Petruccianiego do wspólnego występu na festiwalu w Montreux.

Od 1989 roku koncertuje i nagrywa dla wytwórni ECM.
Nagrywa kilka płyt w różnych składach. W 2008 roku krystalizuje się skład
kwartetu z którym koncertuje i nagrywa do dziś. Tworzą go obok lidera : Jason
Moran na fortepianie, Reuben Rogers na basie i Eric Harland na perkusji. W tym
zestawieniu nagrali w 2008 roku płytę ”Rabo de Nude” , ”Mirror” w 2010 i
podwójny album live ”Athens Concert” wydany w 2011 roku. 

================================================================


==============================================================
Charles Lloyd with his New Quartet --
from left, pianist Jason Moran, drummer Eric Harland and at right, bass player Reuben Rogers.

Właśnie o tej najnowszej płycie chciałem dziś trochę opowiedzieć. Od kilku dni muzyka z tego albumu zawładnęła mną całkowicie.

=====================================================

           

======================================================

 “Athens Concert”

Charles Lloyd / Maria Farantouri

Oprócz muzyków tworzących skład kwartetu i wspomnianej M.Farantouri na scenie zagrali: Socratis Sinopoulos na lirze i Takis Farazis na fortepianie w kilku utworach tworzących ”Greek Suite”.
To naturalne, że po tylu latach wspólnego grania ukazuje się album koncertowy.
Zaskoczeniem ( in plus ) jest pojawienie się wokalistki. Według informacji z sieci, M. Farantouri  ma w Grecji ugruntowaną pozycję, porównywalną do pozycji Edith Piaf we Francji. Muzyka na płycie jest swoistą mieszanką jazzu i starogreckich pieśni. Przy pierwszym słuchaniu, przyznaję, miałem mieszane
uczucia. Znam wszystkie płyty Lloyda nagrane dla ECM i spodziewałem się solidnej dawki klasycznego jazzu. Po kilkukrotnym przesłuchaniu dostrzegłem niezwykłą umiejętność połączenia jazzu z muzyką Grecji. Mamy tu kompozycje M.Teodorakisa ale też i wczesno-bizantyjski hymn oraz melodie z różnych
regionów Grecji. Są też kompozycje lidera, choćby „Dream Weaver” ze znakomitą
improwizacją Jasona Morana, to jedyny instrumentalny utwór na płycie.

Poniżej link do materiału promocyjnego płyty :

 http://www.youtube.com/watch?v=p_xQUeG_0_E

Trudno opowiedzieć o tej płycie.
Wymaga od słuchacza uwagi i skupienia. Chociaż słychać przerwy między utworami
( brawa publiczności) to słucha się jej jak całości, jak fascynującej opowieści. Przy każdym kolejnym słuchaniu, zauważałem wciąż nowe i zaskakujące frazy.

Na YT jest kilka fragmentów tego koncertu ale dopiero odsłuchanie płyty w dobrych- domowych warunkach pozwala delektować się muzyką. 

Tutaj krótki fragment z „Greek Suite, part III”

http://www.youtube.com/watch?v=opNKjdwETEk

a tutaj Lloyd i Farantouri mówią o wspólnym projekcie ( w tle muzyka z płyty)

http://www.youtube.com/watch?v=jMrQl-_w6yc

Krótko mówiąc, jestem zauroczony tym koncertem. Znakomite improwizacje Lloyda i Morana. Fantastyczny, trochę tajemniczy nastrój budowany przez wokalistkę i cały zespół.

Tego nie da się opowiedzieć, tego nie pokazują fragmenty na YT.

To trzeba posłuchać w domu i to nie jeden raz.
Nagrane na płycie reakcje publiczności zdają się potwierdzać mój nieudawany zachwyt.



 


Podziel się
oceń
0
0
Tagi: jazz, lloyd

komentarze (4) | dodaj komentarz

wtorek, 26 września 2017

Licznik odwiedzin:  957 960  

Kalendarz

« wrzesień »
pn wt śr cz pt sb nd
   01020304
05060708091011
12131415161718
19202122232425
2627282930  

O moim bloogu

blues, jazz, recenzje płyt, informacje o muzykach

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 957960
Wpisy
  • liczba: 176
  • komentarze: 575
Bloog istnieje od: 2517 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl